Ach, cóż to był za wspaniały dzień!
Prawie o świcie, bo o 7:30, wyjechaliśmy autokarem spod przedszkola do Gospodarstwa Agroturystycznego Zaczarowane Wzgórze w Czasławiu. Warto było tak wcześnie wstać i odbyć tak długą podróż, bo atrakcji czekało tam na nas co nie miara!
Słuchaliśmy opowieści o dawnych czasach i o tym, jak żyło się na wsiach. Jakie urządzenie zastępowało kuchenkę indukcyjną i piekarnik, skąd brano chleb, gdzie w zimie spało się najwygodniej, jak radzono sobie z brakiem prądu i bieżącej wody? Przedszkolaki miały okazję sprawdzić jak to było, gdy nosiło się wodę ze studni lub rzeki w ciężkich wiadrach, a także we własnych rękach uprać koszulę za pomocą szarego mydła i tarki.
W tym miejscu robiliśmy też pięknie pachnące, kolorowe proszki musujące do kąpieli.
W stodole wysłuchaliśmy opowieści o tym skąd brano jedzenie, jak je przechowywano i przygotowywano. Mieliśmy okazję wypróbować żarna, prasę do serów oraz zobaczyć jak działał cep. Przedszkolaki chętnie bawiły się zabawkami z dawnych czasów oraz hasały w stodole na sianie. Ta część wycieczki podobała nam się bardzo!
Byliśmy też w starej szkole, gdzie próbowaliśmy swoich sił w pisaniu piórem zamoczonym w atramencie. To wcale nie było takie proste, a tworzące się czasem kleksy niejednego uczestnika lekcji wprowadziły w zły nastrój. Ale nie było czasu się smucić, bo pusty plac zabaw zapraszał! Piaskownice, drabinki, huśtawki, mostki, równoważnie, boisko z piłką, czyli to, co Żółwiki UWIELBIAJĄ.
Po tych wszystkich atrakcjach bardzo smakował nam obiad, czyli pierogi z serem i truskawkami. Tylu dokładek przedszkolaki nie brały chyba nigdy!
Na zaczarowanym wzgórzu królują konie. Jest ich tam około pięćdziesięciu, a dwa z nich pozwoliły dzieciom przewieźć się na grzbiecie. Każdy przedszkolak, który wyraził taką chęć (czyli prawie wszyscy!) mógł dosiąść rumaka!
Na zakończenie naszej wycieczki odwiedziliśmy zwierzęta gospodarskie: kury, kaczki, kozy i króliki. Koguty przywitały nas głośnym pianiem i wcale nie uciekały, gdy podeszło się bliżej. Bolek, kozioł z długą brodą i ostrymi rogami, z apetytem wyjadał marchewki i suchy chleb odganiając przy tym pozostałe kozy. Króliki siedziały i czekały cierpliwe aż małe rączki je wygłaskają.
Piękny to był dzień i chociaż deszczowe chmury co chwilę straszyły, że nas pokropią, udało się nam suchą nogą zaliczyć wszystkie przygotowane dla nas atrakcje. Padało tylko przez chwilę, ale wtedy byliśmy w budynku i zbieraliśmy się do wyjazdu. Przedszkolaki założyły peleryny, które jednak okazały się niepotrzebne.
Wszyscy wrócili szczęśliwi i szczęśliwie, cali i zdrowi, choć nadmiar atrakcji niektórych przytłoczył i potrzebowali odreagowania nagromadzonych emocji i wrażeń.
Przy okazji chciałyśmy pochwalić odwagę Żółwików, ich zdyscyplinowanie i ogólne rozgarnięcie.